Zaściankowe slow life, czyli o tym i owym

Ploteczki kulinarne

Ty, prawnuczka młynarza...???

Anna. J. Szepielak

 

Pogaduszki telefoniczne o...

         ...chlebie żytnio-orkiszowym na suchych drożdżach

 

c4.jpg

 

- Cześć Martuśka - Elwira odebrała telefon dopiero po piątym sygnale.

- Hej. Możesz rozmawiać? Nie przeszkadzam?

- Poczekaj, włączę głośnik. Nie, nie przeszkadzasz. Siedzę w zaparowanej kuchni i gotuję bigos, bo się mojemu chłopu zachciało. Marysia też lubi, to będę miała dla nich obiad na dwa dni, bo ja znowu jestem na diecie. A coś się stało?

- Nie, skąd! Mam prośbę. Joaśka mi mówiła, że eksperymentowałaś ostatnio z chlebem na suchych drożdżach. Masz jakiś fajny, sprawdzony przepis? 

- No, weź nie żartuj! Ty, prawnuczka słynnego młynarza Mikołaja pytasz mnie o przepis na chleb? - zaśmiała się Elwira.

- A co ma piernik do wiatraka? - odparła Marta pogodnym tonem. - Mam sobie ducha pradziadka wywołać, żeby go zapytać o dobry przepis?

- Nawet tak nie żartuj, bo ci się jeszcze przyśni w nocy i będzie cię straszył. Zresztą, jakoś wątpię, żeby używał suchych drożdży do wypieków.

- To masz jakiś przepis, czy nie? Moja Ula narzeka, że ten na zakwasie jej nie smakuje. Zresztą Adam też mówi, że to za ciężki chleb dla niego.

- Dlatego właśnie eksperymentowałam. Moi w ogóle nie chwycą się chleba na zakwasie. Tylko dla siebie i teściowej go piekę, ona lubi. A przepis...- Elwira zastanowiła się przez chwilę, mieszkając drewnianą łyżką w garze z bigosem. - Jeden mam dobrze sprawdzony, mogę ci podesłać e-mailem. Żytnio-orkiszowy.

c1.jpg

- Nie trzeba e-mailem, mam kartkę. Dawaj przez telefon.

- Zapłacisz majątek.

- A właśnie, że nie - głos Marty zabrzmiał satysfakcją. - Zmusili mnie do rejestracji karty, jak wszystkich i dostałam absurdalnie wielki bonus darmowych minut. Nie do wygadania, bo tylko na trzydzieści dni. Niech coś z tego skorzystam.

- A! To inna sprawa. Więc notuj. Składniki... niech pomyślę... 250 gram mąki żytniej, raczej jasnej, ja mam 700-setkę. 300 gram orkiszowej, też jasnej. 

- 720-tka będzie dobra?

- Pewnie. Jeśli wolisz, żeby to był lekki chleb. Zresztą drożdże nie udźwignęłyby za bardzo razowej mąki, zwłaszcza żytniej.

- Tyle to i ja wiem.

- Prawda. Więc dalej: około pół litra letniej wody, ile mąka zabierze. 7 gram suchych drożdży, ale najlepiej piekarniczych, a nie takich marketowych.

- Czemu?

- Po marketowych chleb mi pachnie drożdżami, a po piekarniczych nie. Wtedy bardziej przypomina chleb niż ciasto.

- Ciekawe... A gdzie je kupiłaś? 

- W Internecie, a gdzież? Przecież nie będę latała po mieście. Dalej: 2 lub 2,5 płaskiej łyżeczki dobrej soli, tak około 15 gram wychodzi. Ale wiesz, że ze solą to każdy lubi według gustu?

- No wiem. I co dalej?c2.jpg

- 1,5 łyżeczki cukru.

- Cukru?

- Oj, cukru. Co się dziwisz? Pisz! Do tego przyprawy ulubione, ja daję zmielony kminek i czarnuszkę. Daję też garść otrąb żytnich, bo chleb jest dłużej świeży dzięki temu i łyżkę zakwasu. Możesz przemycić, nikt nie poczuje w smaku, a do żyta potrzebny jest zakwas.

- No tak. Rozumiem. Dalej.

- Ja robię tak: odmierzam mąki osobno, do osobnych misek.

- Dlaczego? - wtrąciła się Marta.

- No myślałam, że tobie nie trzeba tłumaczyć. Przecież wiesz, że orkisz potrzebuje wyrabiania, żeby ten gluten zadziałał. A żyto odwrotnie: jeśli wyrabiasz długo, robi się gumowate.

- Jakoś o tym nie myślałam.

- A widzisz. Ja wynalazłam swoją autorską metodę zagniatania ciasta i chleb jest idealny, tyle, że więcej roboty. Jak ci się nie chce, to wyrabiaj całą mąkę razem.

- No dobrze, to jak to robisz?

- Mieszam orkisz z drożdżami, połową soli, całym cukrem i połową przypraw. Potem dodaję większą część letniej wody i mieszam tak z 10 minut, jak ciasto drożdżowe. Tylko że ono jest dużo rzadsze, ale musi być, tym się nie przejmuj.

- A co z resztą?

- Potem dosypuję resztę składników, dolewam resztę wody i mieszam już tylko aż się połączy porządnie wszystko. Trochę to pracochłonne, bo na początku nie chce się połączyć, ale daję radę. Dzięki temu orkisz jest wyrabiany dwa razy, a żyto raz. Oczywiście ja wyrabiam ręką, jak moja babcia, a nie maszynami.

- Zapisałam. Co dalej?

- Zostawiam to w misce na około godzinę, żeby wyrosło, w cieple. Potem przekładam bez ceregieli do mojej szklanej formy i znów rośnie w cieple, u mnie tak około 1,5 godziny. Ono w piecu już potem nie wyrasta w ogóle, więc ile ci wyrośnie, takie będzie, a nawet troszkę opadnie.

- A dlaczego w szklanej formie?

- Taką mam do chleba na zakwasie i już mi się nie chce do innej. Smaruję tylko masłem i posypuję płatkami owsianymi, żeby nie przywierało. Super potem wychodzi.

- A na jakiej grzałce pieczesz?

- To też zależy od pieca. Ja najpierw daję na 220 stopni na 20 minut góra- dół, a potem na 30 minut zmniejszam na 180 stopni i na dolną grzałkę. Sama musisz u siebie sprawdzić, żeby wierzch się nie spiekał za bardzo.

- Studzisz na kratce?

- Tak. Aha, przed włożeniem do pieca kropię wierzch wodą, ale nie dotykam powierzchni ciasta, bo lubi opadać. I wkładam kostkę lodu do pieca w metalowym garnuszku na początku pieczenia, dla pary.

- Ja pryskam wodą. 

- Mnie mój chłop nie pozwolił. Mówi, że to psuje piekarnik - zaśmiała się Elwira.

- Może i psuje. Dobra, kupuję drożdże i będę próbować. Dam ci znać, jak mi wyszło.

- A chcesz parę fotek na e-mail?

- Jeśli masz, to pewnie, że chcę. Porównam sobie. Wielkie dzięki. Zadzwonię jeszcze w wolnej chwili to poplotkujemy o tej twojej diecie. Przyjemnego gotowania. Pa.

- No hejka. 

   Elwira wyłączyła telefon. 

- Akurat! Poplotkujemy. Zapisała i poszła sobie - mruknęła, uśmiechając się szeroko pod nosem. - Gdzie ci wszyscy ludzie tak się spieszą? O! Zapomniałam jej przypomnieć, że chleb potrzebuje spokoju i łagodności.

 

c3.jpg

Koniec